Domniemane oszustwo o wartości 7,5 miliarda USD w reklamach online

„To największa historia reklamowa dekady i jest ona pogrzebana”.

Tak napisał Ad Contrarian Bob Hoffman, emerytowany dyrektor generalny i prezes Hoffman / Lewis Advertising, w czerwcu 2013 r. Na temat skandalu o wartości 7,5 miliarda dolarów, który rozwijał się pod wpływem cyfrowego radaru w świecie reklamy przez ostatnie kilka lat. Trzy główne zarzuty, według tych, którzy je stawiają:

  • Połowa lub więcej płatnych reklam online, które sieci reklamowe, nabywcy mediów i agencje reklamowe świadomie sprzedawały klientom przez lata, nigdy nie pojawiły się przed żywymi ludźmi.
  • Agencje otrzymywały nielegalne prowizje i pośrednie płatności od sieci reklamowych pod przykrywką „rabatów ilościowych” za pośrednictwo między sieciami a klientami, którzy świadomie sprzedawali fałszywe wyświetlenia reklam.
  • Sieci reklamowe świadomie sprzedają ruch z botów wydawcom, a wydawcy świadomie kupują ruch z botów, ponieważ wynikające z tego wyświetlenia reklam zarabiają oboje – kosztem klientów, którzy płacą za wyświetlenia.
  • Te opłaty nie były przedmiotem wielu dyskusji w społeczności marketingu internetowego. Ale zarzuty mogą potencjalnie dotknąć wszystkich zaangażowanych w reklamę internetową – agencje reklamowe, wewnętrzne działy, agencje i wewnętrznych marketerów cyfrowych, wydawców internetowych, nabywców mediów i sieci reklamowe. W grę wchodzi cała branża – miliardy dolarów i tysiące miejsc pracy.

    Reklama internetowa opiera się na „wrażeniu” – bez tego wyświetlenia reklama nie może być oglądana, klikana ani prowokowana do innego zaangażowania. Biuro Reklamy Internetowej, które zostało założone w 1996 roku i „zaleca standardy i praktyki oraz dziedziny krytycznych badań nad reklamą interaktywną”, definiuje „wrażenie” w następujący sposób:

    pomiar odpowiedzi systemu dostarczania reklam na żądanie reklamy z przeglądarki użytkownika

    Innymi słowy, „wyświetlenie” ma miejsce, gdy jedna maszyna (sieć reklamowa) odpowiada na żądanie z innego komputera (przeglądarki). (Dla porównania, możesz zobaczyć moją definicję i przykład „żądania” we wcześniejszym eseju Moz na temat analizy logów i technicznego SEO). Na wszelki wypadek, gdyby nie było to oczywiste: istoty ludzkie i ludzkie gałki oczne nie mają z tym nic wspólnego. Jeśli dane reklamowe wskazują, że kampania reklam graficznych miała 500 000 wyświetleń, oznacza to, że sieć reklamowa obsłużyła przeglądarkę 500 000 razy – i nic więcej. Marketingowcy cyfrowi mogą powiedzieć swoim szefom i klientom, że „wrażenie” to żargon na to, że jedna osoba zobaczyła reklamę raz, ale to stwierdzenie nie jest trafne.

    Tylko dlatego, że serwer odpowiada na żądanie przeglądarki dotyczące reklamy, nie oznacza, że ​​osoba korzystająca z przeglądarki ją zobaczy. Według Reida Tatorisa z MediaPost są trzy rzeczy, które przeszkadzają:

  • Uszkodzone reklamy – to jest serwer, który przez pomyłkę nie ładuje reklamy lub wczytuje niewłaściwą.Tatoris pisze, że błędy te zdarzają się mniej więcej w 15% przypadków.
  • Ruch robotów – za każdym razem, gdy hakerzy piszą takie automatyczne programy komputerowe do odwiedzania witryn internetowych i wysyłania spamu lub tworzenia fałszywych kont, każda wizyta jest odsłoną, która kończy się wyświetleniem reklamy. Według raportu The Atlantic z grudnia 2013 r. 60% ruchu internetowego stanowią boty.
  • Domniemane oszustwo – słowami Tatoris: „Ludzie będą ukrywać reklamy za innymi reklamami, podszywać się pod swoją domenę, aby nakłonić sieci reklamowe do wyświetlania lepiej płatnych reklam w ich witrynie, i celowo wysyłać boty do witryny, aby zwiększyć liczbę wyświetleń”. Noam Schwartz opisał w TechCrunch dwie dodatkowe metody rzekomego oszustwa: kompresowanie reklam do malutkich piksele jeden po drugim, których nie można zobaczyć, oraz wykorzystanie złośliwego oprogramowania do wysyłania ludzi na strony, których nigdy nie planowali odwiedzić, a tym samym generowania wyświetleń reklam. Według AdWeek w październiku 2013 r. 25% wyświetleń reklam online to rzekomo fałszywe informacje.
  • Zaczynamy od założenia, że ​​tylko 15% wrażeń ma kiedykolwiek możliwość zobaczenia przez prawdziwą osobę. Następnie weź pod uwagę, że 54% reklam nie jest widocznych (a już omawialiśmy, jak błędne są te dane), a pozostaje tylko 8% wyświetleń, które mają szansę zostać zobaczone przez prawdziwą osobę . Pozwólcie, że wyjaśnię: nie oznacza to, że widać 8% wyświetleń. Oznacza to, że tylko 8% ma szansę zostać zauważonym. To niewiarygodna ilość marnotrawstwa w branży, w której wskaźniki są głównym punktem sprzedaży.

    Zasadniczo: jeśli masz budżet reklam graficznych online w wysokości 100 000 USD, tylko 8 000 USD z tych wydatków na reklamę ma szansę na wyświetlenie reklam przed ludzkimi oczami. (I to nawet nie biorąc pod uwagę słabe współczynniki klikalności reklam graficznych, gdy ludzie mają je zobaczyć).

    Jeśli płacisz 0,10 USD za wyświetlenie, 10 000 USD, które zapłacisz za 100 000 wyświetleń, przyniesie tylko 8 000 wyświetleń – co oznacza, że ​​efektywny CPI wyniesie w rzeczywistości 1,25 USD.

    W artykule na Digiday Jack Marshall przeprowadził wywiad z rzekomo zreformowanym nabywcą fałszywego ruchu internetowego na temat działania tego schematu. Oto trzy fragmenty:

    Jak i dlaczego kupowałeś ruch inny niż ludzki?
    Codziennie wydawaliśmy na ruch od 10 000 do 35 000 dolarów. Moje rozmowy z [tymi sieciami reklamowymi] były podobne: pozwalali mi decydować, ile jestem gotów zapłacić za ruch, a kiedy powiedziałem im 0,002 USD lub mniej, dali jasno do zrozumienia, że ​​mają niewielką kontrolę nad jakością ruchu wyślij po tej cenie. Jednak jakość nie miała dla nas znaczenia. Jako strona internetowa działająca w modelu arbitrażu liczył się tylko zysk, a za każdą kupowaną wizytę o wartości 0,002 USD zarabialiśmy od 0,0025 USD do 0,004 USD, sprzedając reklamy graficzne za pośrednictwem sieci i giełd. Największym wyznacznikiem tego, z którym partnerem ruchu wydawaliśmy najwięcej pieniędzy, były wyświetlenia strony na wizytę. Ponieważ płaciliśmy stały koszt za wizytę, więcej odsłon oznaczało więcej wyświetleń reklamy. Prawie żadna z tych firm nie miała siedziby w USA

    Innymi słowy, wydawca rzekomo zapłaciłby sieci reklamowej 0,0020 USD za wizytę bota, a wynikające z tego wyświetlenie reklamy przyniosłoby od 0,0025 do 0,0040 USD przychodu – to marża brutto od 25% do 100% dla wydawcy za nic nie robienie ! Nic dziwnego, że tak wiele witryn na całym świecie może być rzekomo zaangażowanych w tę praktykę.

    Myślisz, że wydawcy wiedzą, kiedy kupują fałszywy ruch?
    Wydawcy wiedzą. Mogą powiedzieć „nie mieliśmy pojęcia” i zrzucić winę na swojego dostawcę usług pozyskiwania ruchu, ale to bzdury i oni o tym wiedzą. Jeśli kupujesz wizyty za mniej niż pensa, nie ma mowy, żebyś nie rozumiał, co się dzieje. Każdy wydawca, który jest wystarczająco sprytny, rozumie możliwość arbitrażu, jest na tyle sprytny, by zrozumieć, że gdyby była to uzasadniona strategia, okazja zniknęłaby, gdy pojawiło się więcej kupujących. To, co robiliśmy, było w 100% zamierzone. Niektóre artykuły obracają się wokół wydawców farb generujących ruch przez boty jako tych, którzy zostali oszukani do kupowania złego ruchu przez podejrzanych właścicieli botów. Uważam raczej, że wydawcy są gotowi zrobić wszystko, aby ich ekonomia działała.

    Czy sieci, giełdy i inne firmy zajmujące się technologią reklamową robią cokolwiek, aby temu zapobiec?
    Współpracowaliśmy z głównym partnerem platformowym po stronie dostawców, który po prostu mrugnął okiem, szturchnął go. Poprosili nas o wyjaśnienie, dlaczego prawie cały nasz ruch pochodzi z jednego systemu operacyjnego, a większość ma ten sam ciąg agenta użytkownika. Nie było nic, co mógłbym powiedzieć, aby odpowiedzieć na to pytanie. To był ich sposób, by dać nam znać, że rozumieją, co się dzieje. To nie był tylko nasz przedstawiciel handlowy. To ludzie na najwyższych stanowiskach w firmie. Część mnie żałowała, że ​​nie powiedzieli „Naruszasz nasze TOS i musisz przestać używać naszych tagów”. Byłbym z tego zadowolony. Ale nie zrobili tego; byli gotowi wziąć pieniądze.

    Jeśli te historie są prawdziwe, sieci reklamowe nie przejmują się tym, że wyświetlenia pochodzą z ruchu botów, a wydawców nie obchodzi, że generują ruch botów, ponieważ obaj zarabiają. Kto zostaje ranny? Firmy reklamujące swoje produkty i usługi.

    Nie chodzi tylko o to, że reklamy graficzne online są rzekomo zadziwiająco bezużyteczne, a wielu wydawców i sieci reklamowych jest rzekomo zaangażowanych w marne transakcje. W raporcie śledczym z marca 2015 r. W Ad Age stwierdzono, co następuje:

    Zgodnie z wywiadami Ad Age z kilkunastoma obecnymi i byłymi dyrektorami agencji medialnych, audytorami marketerów, sprzedawcami mediów i dostawcami technologii reklamowych, którzy twierdzą, że prowizje związane z umowami z agencjami medialnymi w USA są prawdziwe i rosną uczestniczyli w takich ustaleniach lub widzieli ich dowody. Ta niejasna praktyka – czasami ukrywana pod postacią (nieujawnionych) „rabatów” lub rachunków za fałszywe usługi – jest motywowana malejącymi opłatami agencyjnymi i napędzana przez coraz bardziej zawiły i globalny rynek cyfrowy. „Jest naprawdę brzydki i krzywy” – powiedział jeden z dyrektorów ds. Technologii reklamowych, który opisał otrzymywanie takich próśb.

    Niektóre ustalenia wyglądają tak: duży sklep z mediami, który w zeszłym roku miał wydać milion dolarów na zakup reklam cyfrowych w firmie tego dyrektora ds. Technologii reklamowych, poprosił o przekazanie 200 000 dolarów z powrotem do korporacyjnego rodzeństwa agencji w Europie. Za 200 000 dolarów zapłacono by za prezentację lub prezentacje konsultantów rodzeństwa. Ale tego typu prezentacje nie są warte ułamka ceny, według wielu menedżerów zajmujących się tą samą kwestią, którzy wypowiadali się pod warunkiem zachowania anonimowości w obawie przed utratą biznesu.

    Zasadniczo oto, co rzekomo się dzieje:

  • Klienci przekazują agencjom pieniądze na zakup reklam graficznych online
  • Agencje przekazują pieniądze sieciom reklamowym
  • Sieci reklamowe oddają część pieniędzy agencjom
  • Reklamy graficzne klientów są widoczne tylko w 8%
  • 92% niewidocznych wyświetleń nadal zarabia pieniądze dla wydawców i sieci reklamowych
  • Myślę, że możemy zobaczyć, kto jest przegrany – wszyscy oprócz klientów zarabiają pieniądze .

    W tym samym miesiącu, w którym ukazał się raport Ad Age , były dyrektor generalny Mediacom, Jon Mandel, podobno powiedział organizacji Association of National Advertisers Media Leadership Conference, że powszechne „rabaty i prowizje dla agencji medialnych” były powodem odejścia z agencji.

    Nie słyszałem jeszcze, aby ten problem został poruszony w jakimkolwiek wykładzie, panelu lub sesji na konferencji marketingu cyfrowego, martech lub adtech. Wcześniej widziałem tylko jeden artykuł w dwóch głównych publikacjach z branży marketingu internetowego. (Mozzery, proszę mnie poprawić, jeśli się mylę i przeoczyłem coś ważnego w tym temacie.)

    Żadna agencja marketingowa nie chce, aby klienci wiedzieli, że 92% jej wydatków na reklamę graficzną jest marnowane. Żaden menedżer ds. Reklamy nie chce, aby dyrektor ds. Marketingu wiedział, że tylko 8% reklam firmy dociera do ludzi za 100% kosztów. Żaden dyrektor marketingu nie chce, aby dyrektor wiedział, że 92% całego budżetu reklamowego trafia do cyfrowej toalety.

    Sam prawdopodobnie nie miałbym pozwolenia na napisanie tego artykułu, kiedy pełniłem w przeszłości różne stanowiska agencyjne, ponieważ zarządzałem reklamami online klientów, a niektórzy klienci PR i marketingu cyfrowego samych agencji byli sieciami reklamowymi.

    (Dziś jestem dyrektorem marcom w Logz.io, startupie zajmującym się analizą logów, i mam luksus bycia odpowiedzialnym tylko za wyniki mojej wewnętrznej pracy – i nie planuję w najbliższym czasie korzystać z reklam online. Mimo to byłem dziennikarzem w swojej pierwszej karierze lata temu i chciałem napisać ten raport, ponieważ myślę, że wszyscy w mojej ukochanej branży powinni wiedzieć o tej wybuchowej kwestii.)

    Hoffman, emerytowany dyrektor generalny agencji reklamowej, którego cytowałem na początku, ujął to lepiej niż ja:

    Jak agencja odpowiada klientowi, który pyta: „Masz na myśli, że ponad połowa pieniędzy, których miałeś być kustoszem, została przeze mnie zdefraudowana, a ty nic o tym nie wiedziałeś?”. Jak sieć reklamowa odpowiada: „Masz na myśli te wszystkie kliknięcia i oczy, które obiecałeś mi, że nigdy nie istniały, a ty nic o tym nie wiedziałeś?” Jak dyrektor ds. Marketingu odpowiada swojemu kierownictwu, gdy pytają: „Masz na myśli, że ci ludzie wypieprzyli nas z setek tysięcy (milionów?) Dolarów w banerach reklamowych, a Ty nie miałeś pojęcia, co kupujesz?”

    Każdy jest w niebezpieczeństwie i każdy jest w trybie „ochrony”. Każdy chce zachować możliwość zaprzeczenia. Nikt nie chce wiedzieć za dużo. Gdyby reklama graficzna miała ponieść hańbę, na jaką zasługuje, wyobraź sobie konsekwencje. Wyobraź sobie szkody dla Facebooka, który w ostatnim raporcie otrzymuje ponad 80% swoich przychodów z wyświetlania. Wyobraź sobie szkody dla wydawców internetowych, których fałszywe, zawyżone liczby stanowią prawdopodobnie ich marżę zysku.

    Jeśli wyniki comScore są poprawne i przewidywalne, oznacza to, że z 14 miliardów dolarów wydanych w zeszłym roku na reklamy displayowe w Ameryce 7,5 miliarda było bezwartościowe i stanowiło pewien stopień oszustwa lub wprowadzenia w błąd.

    Ale klienci, dyrektorzy marketingu i dyrektorzy generalni przeczytają pewnego dnia jeden z tych artykułów i zaczną zadawać niewygodne pytania. Sugerowałbym, aby Mozzers – a także wszyscy marketerzy cyfrowi i reklamodawcy – zaczęli myśleć o odpowiedziach już teraz.

    Google, co prawda, ujawnił, że 56% wyświetleń reklam cyfrowych w rzeczywistości nigdy nie jest widzianych – oczywiście raport został również wydany wraz z zapowiedzią nowego produktu z zakresu widoczności reklam.

    Narzędzie Google do pomiaru widoczności, Widok aktywny, jest zintegrowane zarówno z siecią reklamową Google, jak i DoubleClick. Reklamodawcy mogą monitorować współczynniki widoczności i kupować reklamy na podstawie widocznych wyświetleń, a nie zrealizowanych wyświetleń.

    W zeszłym tygodniu Google ogłosił również aktualizację DoubleClick Verification, która obejmuje monitorowanie widoczności, blokowanie reklam, system oceny treści i funkcje filtrowania spamu.

    Cele Media Rating Council (MRC), organizacji branżowej założonej w Stanach Zjednoczonych w latach 60. XX wieku w następstwie przesłuchań kongresowych dotyczących branży medialnej, są następujące:

  • Aby zapewnić branży medialnej i powiązanych użytkowników usługi pomiaru oglądalności, które są aktualne, niezawodne i skuteczne
  • Ewolucja i określanie minimalnego zakresu ujawniania informacji i kryteriów etycznych dla usług pomiaru oglądalności w mediach
  • Zapewnienie i administrowanie systemem audytu zaprojektowanym do informowania użytkowników, czy takie pomiary oglądalności są przeprowadzane zgodnie z opracowanymi kryteriami i procedurami
  • MRC potwierdziło „widoczne wyświetlenia” jako prawidłowe dane (w przeciwieństwie do „zrealizowanych wyświetleń”). Wspomniane wcześniej Interactive Advertising Bureau (IAB) wydało w grudniu wytyczne, zgodnie z którymi sieci reklamowe online powinny dążyć do co najmniej 70% widoczności.

    Ze swojej strony Facebook ogłosił w lutym 2015 r .:

    Współpracujemy z MRC oraz konsorcjum reklamodawców i agencji, aby opracować solidniejsze standardy widocznych wyświetleń. Naszym celem jest współpraca z MRC, naszymi partnerami i liderami branży na całym świecie, aby pomóc w stosowaniu dalszych standardów dla witryn internetowych opartych na kanałach, takich jak Facebook, media mobilne i nowe formaty reklam.

    American Association of Advertising Agencies, Association of National Advertisers i IAB ogłosiły w zeszłym roku, że utworzą nową organizację Trustworthy Accountability Group, która będzie walczyć z problemami na rynku reklamy online i będzie:

    TAG składa się teraz z przedstawicieli Mondelez International, JCPenney, Omnicom, Motorola, Google, Facebook, AOL i Brightroll.

    Najnowsze kanadyjskie ustawodawstwo antyspamowe ma na celu zwalczanie złośliwego oprogramowania i botów w Internecie, ale największą przeszkodą jest to, że większość problemu pochodzi spoza kraju.

    Czy te korporacyjne i organizacyjne reakcje wystarczą? Z następujących i nie tylko powodów nie można wiedzieć:

  • Wytyczne branżowe zależą od dobrowolnej zgodności . Zalecenia branżowe nie mają mocy prawnej – każda firma, która uważa, że ​​nadal może zarobić dużo pieniędzy, ignorując wytyczne, prawdopodobnie nadal będzie to robić.
  • Możliwe kary za wcześniejsze zachowanie. Bez względu na to, jakie reformy mogą nastąpić w przyszłości, czy ci, którzy świadomie uczestniczyli w rzekomym oszustwie i oszustwie w przeszłości, powinni być pociągnięci do odpowiedzialności karnej lub cywilnej? (Nie jestem prawnikiem, więc nie mogę tego komentować).
  • 70% cel widoczności IAB . Czy reklamodawcy powinni zaakceptować te dane jako po prostu charakter medium? Według szacunków łączny rynek reklam graficznych wyniósł 14 miliardów dolarów. Jeśli nawet cel 70% widoczności może zostać osiągnięty, czy reklamodawcy powinni zaakceptować i czy reklamodawcy zgodzą się, że 4,2 miliarda dolarów z ich wspólnych wydatków na reklamę zostanie utracone, zanim ich reklamy zostaną w ogóle obejrzane przez ludzi?
  • Nie mam odpowiedzi – chyba tylko czas pokaże.

    Ale inni wymyślają własne odpowiedzi – te wielkie korporacje, które wydają miliardy dolarów rocznie na reklamy graficzne online. Jak Lara O’Reilly napisała w maju 2015 r. W Business Insider, wydatki na reklamę w wysokości 25 miliardów dolarów są obecnie analizowane w ramach tego, co Adweek nazywa „Mediapalooza 2015”. O’Reilly podaje jeden możliwy powód:

    Przeglądy w mediach pozwalają markom na ponowną ocenę wydatków na reklamę, często poprzez oferowanie tych umów w ramach konkurencyjnego procesu przetargowego. Firmy obejmują General Mills, Procter & Gamble, Volkswagen, Visa, Sony, Coca-Cola, Citi, 21st Century Fox … lista jest długa. Niektóre z nich – P&G, Sony i 21st Century Fox – wydają ponad 1 miliard dolarów na reklamy każdego roku …

    Może się zdarzyć, że marketerzy w końcu mają dość widocznego braku przejrzystości co do tego, gdzie i dlaczego są wydawane ich budżety.

    (Zdjęcie indyjskiego zespołu marketingu internetowego, którego użyłem zgodnie z prawem w poprzednim eseju Moz

    o przyszłości działów marketingu)

    Niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość, oto moje zalecenia dotyczące reakcji reklamodawców cyfrowych:

  • Przestań prowadzić kampanie rozliczane według kosztu wyświetlenia (CPI lub CPM). Tradycyjna strategia reklamy cyfrowej zaleca użytkownikom stosowanie kampanii CPM w celu zwiększenia świadomości marki, kampanii kosztu kliknięcia (CPC) w przypadku ruchu oraz kampanii kosztu działania (CPA) w przypadku sprzedaży i konwersji. W świetle tego skandalu nie widzę już żadnego powodu, by w ogóle robić CPM.
  • Popraw wskaźniki KPI i wskaźniki reklam w kategoriach ludzkich. Wcześniej w tym artykule obliczyłem następującą zmianę hipotetycznej wartości CPI: „Jeśli płacisz 0,10 USD za wyświetlenie, to 10 000 USD, które zapłacisz za 100 000 wyświetleń, da tylko 8 000 wyświetleń – co oznacza, że ​​efektywny wskaźnik CPI będzie faktycznie 1,25 dolara ”. Ponadto połowa wszystkich kliknięć w kampaniach CPC może być również botami. W rezultacie CPC w wysokości 2 USD może w rzeczywistości wynieść 4 USD, jeśli uwzględni się dotarcie do ludzi. Analitycy kampanii reklamowych mogą chcieć wziąć pod uwagę domniemane boty i oszukańcze działania podczas obliczania zwrotu z inwestycji oraz tego, czy reklamy graficzne są opłacalne.
  • Żądaj pełnego ujawnienia . Klienci powinni zapytać agencje i kupujących media, czy otrzymują wynagrodzenie bezpośrednio lub pośrednio przez sieci reklamowe. Agencje i nabywcy mediów powinni reklamować sieci, w jaki sposób zwalczają aktywność botów i wszelkie nieuczciwe zachowania. Sieci reklamowe nie powinny przymykać oka na wydawców, którzy celowo używają botów do czerpania zysków z reklamodawców. Jeśli ktoś udziela niejasnych odpowiedzi lub w inny sposób dyskredytuje takie pytania, jest to czerwona flaga. Reklamodawcy powinni żądać pełnych, weryfikowalnych informacji w świetle rzekomych zdarzeń i otrzymywać je.
  • Zablokuj wybrane kraje w kampaniach. Według raportu opublikowanego w Ad Week, w Chinach, Wenezueli, Ukrainie i Singapurze wskaźniki „podejrzanego ruchu” wynoszą od 86% do 92%. (Odsetek w Stanach Zjednoczonych wynosi 43%).
  • Korzystaj z platform do wykrywania oszustw reklamowych. Firmy takie jak Forensiq, SimilarWeb, Spider.io (które zostało kupione przez Google), Telemetry i White Ops porównują wzorce odwiedzin z zachowaniami wzorcowymi w branży, a także sprawdzają, czy nie ma złośliwego oprogramowania w celu zdemaskowania proxy, weryfikują urządzenia i wykrywają wszelkie manipulacje.
  • W miarę możliwości prowadź kampanie ręczne. Jedynym sposobem znacznego ograniczenia marnowanych wyświetleń jest samodzielne badanie i wdrażanie cyfrowych kampanii reklamowych zamiast korzystania z automatycznego kupowania reklam. Reklamodawcy cyfrowi powinni zbadać potencjalne witryny internetowe, w których chcą wyświetlać reklamy, aby sprawdzić, czy są one uzasadnione – potencjalnie nawet wyświetlać reklamy tylko w największych, znanych witrynach, ale robiąc to w sposób ciągły. W ten sposób najlepiej będzie skoncentrować kampanie reklamowe na wysokiej jakości odbiorcach, zamiast próbować zmaksymalizować liczbę widzów, uwzględniając również mniej znane witryny.
  • Poza obecnymi odpowiedziami branży reklamowej i moimi obecnymi zaleceniami dla marketerów, nie wiem, co się stanie. Moim celem jest po prostu wyjaśnienie marketerom cyfrowym, co rzekomo się wydarzyło. Jaka będzie przyszłość – cóż, to zależy od marketingu i reklamodawców.

  • Wpis na blogu Boba Hoffmana zawierający częściową listę jego prac na ten temat
  • Mike Shields z Ad Week i Alex Kantrowitz z Ad Age – dwaj reporterzy, którzy uważnie śledzą ten problem
  • Były dziennikarz, redaktor gazety i dyrektor ds. Marketingu i komunikacji w branży zaawansowanych technologii, Samuel Scott jest obecnie globalnym mówcą i autorem w regularnej kolumnie „The Promotion Fix” w The Drum, w której omawia zintegrowane tradycyjne i cyfrowe marketing. Śledź go na Twitterze i Facebooku.

    Marek Dąbrowski
    Marek Dąbrowski
    Specjalista ds. promocji
    - SEO Blog